Matki wzloty i upadki.

piątek, 30 stycznia 2015

O postanowieniach noworocznych i zębowe przygody z lat 80-tych.



   Widziałam się ostatnio ze znajomymi , którzy są aktualnie na etapie kursu na kierowników kolonii i zimowisk. Tak sobie rozmawialiśmy o tych wszystkich ważnych sprawach, o odpowiedzialności. Sama mam taki kurs. I gdy go zrobiłam kilkanaście lat temu , to ani razu nie pojechałam na kolonię ani zimowisko jako opiekun ,a co dopiero kierownik. O nie! powiedziałam sobie. Musiałbym spaść na głowę….. z wysoka.
Pewna historia kolonijna jest moja zmorą……
Było to bardzo, bardzo dawno temu za rzeką i kilka długich godzin na północ od domu.
Wakacje takie jak to w latach 80. Kolonia zakładowa. 3 tygodnie. W ostatnim zaczął boleć mnie ząb…… Jedynka lewa. Od  higienistki dostałam jakąś tabletkę. Przestało ale potem znowu zaczęło boleć . Tak jedna noc i druga w bólu. Po tej drugiej nocy obudziłam się ze spuchniętą wargą.
Wyglądałam jak ząąąbi ;-)))) 
Zawieziono mnie do jakiegoś dentysty . Rozwiercił mi zdrowego zęba- Przestanie boleć powiedział. Zapakowano mnie do auta i z powrotem do ośrodka. Kolejna noc z bólem.
Dwa dni do powrotu do domu. Wszyscy pomału się pakują . Ja wyję z bólu..
Przypominam tylko, że my w domu telefonu nie mieliśmy(na telefon stacjonarny czekaliśmy kilkanaście lat). Ale w pracy owszem telefon był. Nikt  jednak nie zadzwonił do moich rodziców, nie poinformował, co się dzieje.
 Ostatni dzień , ja dalej wyje . Wszyscy się pakują , mój plecak zapakował młodszy brat, który razem ze mną był na tej kolonii.
Dzieci do autokaru, a ja do szpitala…….. Tak, kierownik zawiózł mnie do szpitala w Toruniu. Na izbie stwierdzono, że zostaję . No i zostałam. Sama . Bo kierownik nie mógł ze mną zostać.
O tym jaki zabieg miałam wykonywany i w jakich warunkach  nie będę pisać.
Wyobrażacie sobie taką sytuację ? Moi rodzice czekają na dzieci wracające po trzech tygodniach z kolonii. Z autokaru wysiada tylko mój brat.
Córka została  Toruniu- w szpitalu- usłyszała mama.
No i tak byłam w tym szpitalu tydzień. Przyjechali rodzice. Po zabiegu wszystko musiało się goić…. Trzeba leżeć. Przewiezienie dziecka do Wrocławia niemożliwe!
Kolonie się zwijały , ekipa z zakładu mamy pracy ,porządkowała ośrodek . Zapadła decyzja ,że rodzice wracają, a ja zostaję i wrócę z ekipą autokarem za trzy dni.
 I tak się stało przyjechali po mnie . Jechałam sama tym autokarem, nikogo nie znając ale pamiętam że bardzo chciałam spać żeby się już obudzić w domu.
Po powrocie seria wizyt u lekarzy. Masakra. Ząb nie do odbudowania.
Zdrowy korzeń- na szczęście usłyszała mama. Musimy się zastanowić co z tym zrobić.
Prześwietlenia, studenci. Okaz ze mnie był ze hej!
Taka młoda dziewczynka ,ładna i taki ząb!!!!
Decyzja była – korona z takim mocnym, metalowym wkrętem ,żeby wystarczyło na całe życie . Żeby już nie musiała się męczyć- powiedziała z uśmiechem pani dentystka. No i się zaczęło …..
Zrobiono mi tę koronę. Dopasowano kolor.
I rzeczywiście na całe długie lata. Taki implant z lat 80 ;-)


      Razem z tą gniotsa-niełamiotsa koroną dostałam wówczas ogromny strach przed dentystą. Trauma wielka na całe życie.
Jak sobie pomyślę o tym, że byłam w tej całej sytuacji sama. Nikt nie pomyślał co może się stać ze mną w przyszłości. Jaka będzie moja postawa do wizyt w gabinecie. Kogo to obchodziło.
Do tej pory tak jest ,że idąc do dentysty w głowie szybko przelatuje mi ta historia.
    Tylko teraz czas z tym  coś zrobić. Szukałam informacji o implantach i koronach i znalazłam tę stronę
http://www.tourmedica.pl/kliniki/implanty-zebowe/
Swoją drogą nie są one już tak drogie , jak kilka lat temu.
Moje postanowienie noworoczne z 2014 roku się realizuje cały czas. Spotykam się z dentystką , rozmawiamy i naprawiamy to co przez lata się nie naprawiało.

 Gdyby ta sytuacja zadziała się dziś (ta z kolonii)
 Po pierwsze, pewnie przyjechałaby jakaś telewizja (bo kto zostawia dziecko samo w szpitalu nie powiadamiając rodziców), odpowiedzialność , pozwolenia, ….. zakład pracy, dyskusje, prawa dziecka, kierownik zawieszony…..
No ale lata 80 miały swoje prawa ;-(

Pani Karolino, lubię do Pani przychodzić i siadać na tym pięknym zielonym fotelu.











5 komentarzy:

  1. o reeeeeeeeety! Współczuję. A na kolonie jeździłaś potem? Ja to by się nie odważyła. Kiedyś to były czasy :) Kosmos! A myśmy je przeżyli i na ludzi wyszli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, już nie pojechałam. I po tych przygodach przez wiele lat do dentysty też nie zaglądałam ;-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przeżyłam kontakt z dentystą - sadystą jako dorosła osoba... owo spotkanie zaowocowało traumą, z której nie mogę się otrząsnąć do dziś. Jak słyszę o statystykach, w których piętnuje się Polaków, że nie dbają o zęby, to zawsze się zastanawiam dlaczego nikt nie bada, skąd się to bierze?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brrr...
    Współczuję bólu i samotności.
    A przy okazji: przypomniała mi się książka o Marku Kamińskim (dla dzieci)
    MAREK - CHŁOPIEC, KTÓRY MIAŁ MARZENIA
    gdzie jest podobna historia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę i komentarz ;-)