Matki wzloty i upadki.

niedziela, 16 października 2011

Czerwone korale

                                  A że czasu ostatnio mam bardzo mało, a zwłaszcza na to,
                    by z dziećmi osobistymi się po prostu pobawić to i jarzębina w lodówce się uchowała.
                                             Cierpliwie czekała by ją nawlec i podziwiać.
To chyba był piątek ....
Dzieci jarzębinę, igły i nitki dostały.
Wstrzymałam oddech, gdy Marysia ruszyła z wielkim zapałem do nawlekania, prawdziwej igły używając.
Spryciula, radziła sobie świetnie ;-) Ani razu się nie pokłuła .
Niestety w trakcie działań apartu nie mieliśmy , dlatego umieszczamy już gotową biżuterię.


                                 Marysia jest obecnie chora i nie w głowie Jej paradowanie w koralach.
                                                   Jak tylko wyzdrowieje to zdjęcie umieścimy.

Pamiętam jak takie korale robiłam w przedszkolu :-)

2 komentarze:

  1. Piękne korale! Je też pamiętam korale z jarzębiny z dzieciństwa. Szkoda, że nie nazbieraliśmy sobie w tym roku...A Marysi zdrówka...oby jak najszybciej korale mogła nosić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka dla Marysi!Biżuteria cudna:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę i komentarz ;-)