Matki wzloty i upadki.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Co robi Pomysłowa Mama?

No co ta Mama porabia?
Od ostatniego  wpisu miną dobry rok z haczykiem ;-)
To był bardzo intensywny czas.
W mojej głowie urodziło się kilka pomysłów.
 Zapisałam je w maleńkim zeszyciku i czekają na najlepszy czas na realizację.
Kilka się realizuje...
Odpowiedziałam sobie na kilka pytań , a kilka jeszcze na odpowiedź czeka.
Odwiedziłam tysiące dzieci w szkołach i przedszkolach mówiąc im o niepełnosprawnościach i o tym jak dzieci mogą się wspierać i sobie pomagać.
Spotykałam się z cudnymi Maluszkami i ich Rodzicami bawiąc się i skacząc po sufit.
Zostałam Dietetykiem.
Za jakąś chwile skończę Terapię specyficznych trudności w uczeniu się.... i będę terapeutą...
Założyłam firmę ;-)
Oprócz tego gotuję ponoć bardzo dobry barszcz ,obieram ziemniaki,zajadam ogórki małosolne, sprzątam, uczę się, czytam, piszę .....
Jednym słowem;

ŻONA-MATKA-TRAMPOLINA!!!!!!

W między-czasie wypiłam kilka kaw przy bardzo mądrych rozmowach.
 Dziękuję Agnieszko za Twoje słowa i to bardzo ważne dla mnie pytanie : CO Z POMYSŁOWĄ MAMĄ?

Dzieliłam się kiedy z Wami  moimi rozmyślaniami na temat bloga , co  dalej , przecież dzieci urosły...... zmieniła się nasza codzienność. Mamy inne aktywności, potrzeby, możliwości ,cele.....
No tak! Ale nie mogę zaprzeczyć ,że tu jest też kawał mojego życia, tu są moje radości i smutki, pomysły, rozmowy, ludzie, uśmiechy!
Nie mogę zaprzeczyć że nadal jestem POMYSŁOWĄ MAMĄ!

Wyciągnęłam z szuflady napisaną kiedyś książkę i chcę ją pokazać światu.
Jest gotowa, tworzą się ilustracje. I ja jestem GOTOWA!
Chciałabym ją wydać jesienią..... sama ,bez pomocy wydawnictwa.
Mam nadzieję że się uda ;-)






Wkrótce napiszę Wam o naszym BARDZO WAŻNYM, WIELKIM RODZINNY PROJEKCIE ;-)


Dziękuje Wam wszystkim za to, że wciąż chce Wam się do mnie zaglądać. Statystyki nie kłamią ;-)))
Szczególnie dziękuję Bubie, że puk- puk pukała. Dziękuję.



Powroty są piękne , bo pokazują prawdę!
Witam Was z radością!





wtorek, 17 lutego 2015

Ratują nas chwasty i kwiaty


to na kaszel suchy- dla Stasia
to na kaszel mokry - dla Manii
to na kaszel w nocy
to do inhalacji rano
to do inhalacji wieczorem
to przeciw gorączce
to przeciw wirusom
tym sparować
to podawać
tak oklepywać......
Świra można dostać....
 Dość!!!! 



Pijemy herbatę z aronii,czarnego bzu, porzeczki czerwonej z kwiatami bzu i głogiem.
Wszystko razem wymieszane w słoiku
Ciepła herbata z łyżką czarnej pożeczki z lata i miód z mniszka i maliny z małych słoiczków
I przytulanie, spanie z mamą i czas......
Spokój
I cierpliwość


Zima to czas kiedy jemy mnóstwo kiełków.
Kiełkownica pracuje  na pełnych obrotach ;-)
Polecam ;-)




Bądźcie zdrowi!




Gdy razem z dziećmi choruje też tata i mama....

O! to już wtedy nie jest lekko.

Do kuchni po jedzenie idzie ten kto akurat ma więcej siły,a
zakupy pod drzwi przynosi pan z tesco.

 Wtedy gotujemy naszą ulubiona zupę. 

Ziemniaczanka!


Z tym chorowaniem jest tak, że brak sił i apetytu i nasze dzieci najchetniej wtedy jedzą ziemniaki:-)

Ziemniaczanka na chorowanie:

Gotujesz ziemniaki w wodzie osolonej.
Gdy się ugotują , nie odcedzaj.
Dodaj czubatą łyżkę masła, czosnek i co tam lubisz, natkę pietruszki-  jesli jest
Blenderem wszystko potraktuj i jest.
Posypałam prażonym sezamem i jedzonko pyszne! 

Jeśli w trakcie chorowania dzieci słabo jedzą - te zupę zjedzą na pewno ;-)

Smacznego zdrowia!  



sobota, 14 lutego 2015

Czy pamietasz o swoich piersiach ????


Po ostatniej wizycie w bibliotece czytamy książkę
PIERSI (Gen-ichiro Yagyu)
Głównie Mania jest zainteresowana tym tematem.
Szczerze mówiąc ja mam ostatnio wielką tęsknotę za karmieniem piersią. Przypominam sobie te cudowne chwile kiedy wpatrzeni w siebie (ja i po kolei moje dzieci) spędzaliśmy ze sobą długie godziny.
Piękna książka.








Cudne jest to wytłumaczenie , że nie każda mama może karmić swoje dzieci piersią....


A Ty pamiętasz o swoich piersiach????

Ja ostatnio zapomniałam ale już nadrobiłam zaleglości i wizyty umówione.
Chodzę na USG piersi do tego samego lekarza od 5 lat. Bardzo jest to dla mnie ważne. Lekarz ma, w pamieci komputera, wszystkie parametry z badań, z każdego roku.
Ma to oczywiście swoje bardzo dobre i złe strony.
Na przyklad rok temu, bardzo delikatnie, zapytał: ,,Pani Joasiu , czy Pani ostatnio przytyła????????
bo w porównaniu z ostatnim badaniem  ma Pani w piersiach wiecej tkanki tłuszczowej......

No i wszystko wiadomo !




Dziewczyny proszęęęęęęęęęęęęęęęeee pamietajcie o swoich piersiach!



PS.  M. idziesz ze mną ??? Pójdziemy potem na piwo ;-)))





Walentynki???- nie dziękuje, wolę poczytać!

My nie jesteśmy Walentynkowiczami.

Nic szczególnego się u nas z tej okazji nie dzieje.
Czytamy.
Te dwie książki mówią o miłości ;-)

Pierwsza to DWOJE LUDZI Iwony Chmielewskiej
Kupiliśmy  ją sobie pod choinkę ;-)





Piękna, prawdziwa książka. 

,, Czasem ludzie łaczą się ze sobą na stałe jak naczynia klepsydrze. Podczas gdy jedno daje, drugie przyjmuje .
A potem odwrotnie"

Książkę tę możemy podarować gdy idziemy do znajomych z wizytą.Świetnie nadaje się na prezent na ślub lub na rocznicę ;-)


Druga książka to PRZEPIS NA MIŁOŚĆ 
K. Grossmann-Hensel
Mały chłopiec opowiada o tym jak jego uporządkowany , czarno-biały tata zakochał się w twórczej , kolorowej mamie.
To historia o tym jak spotkały się dwa przeciwieństwa.
Książka śliczna, kolorowa.





Mił(osn)ego czytania w ten słoneczny dzień.

czwartek, 5 lutego 2015

Sylabowa planszówka - hand made

Położyło nas do łóżka.

Leżymy i próbujemy się nie nudzić.
Planszówka utrwalająca sylaby.
Rzucasz kostką i ruszasz pionkiem, gdzie staniesz- czytasz.


II wersja: rzucasz kostką ,ruszasz pionkiem , gdzie staniesz kolorujesz i czytasz ;-)


Miłego grania!

wtorek, 3 lutego 2015

piątek, 30 stycznia 2015

O postanowieniach noworocznych i zębowe przygody z lat 80-tych.



   Widziałam się ostatnio ze znajomymi , którzy są aktualnie na etapie kursu na kierowników kolonii i zimowisk. Tak sobie rozmawialiśmy o tych wszystkich ważnych sprawach, o odpowiedzialności. Sama mam taki kurs. I gdy go zrobiłam kilkanaście lat temu , to ani razu nie pojechałam na kolonię ani zimowisko jako opiekun ,a co dopiero kierownik. O nie! powiedziałam sobie. Musiałbym spaść na głowę….. z wysoka.
Pewna historia kolonijna jest moja zmorą……
Było to bardzo, bardzo dawno temu za rzeką i kilka długich godzin na północ od domu.
Wakacje takie jak to w latach 80. Kolonia zakładowa. 3 tygodnie. W ostatnim zaczął boleć mnie ząb…… Jedynka lewa. Od  higienistki dostałam jakąś tabletkę. Przestało ale potem znowu zaczęło boleć . Tak jedna noc i druga w bólu. Po tej drugiej nocy obudziłam się ze spuchniętą wargą.
Wyglądałam jak ząąąbi ;-)))) 
Zawieziono mnie do jakiegoś dentysty . Rozwiercił mi zdrowego zęba- Przestanie boleć powiedział. Zapakowano mnie do auta i z powrotem do ośrodka. Kolejna noc z bólem.
Dwa dni do powrotu do domu. Wszyscy pomału się pakują . Ja wyję z bólu..
Przypominam tylko, że my w domu telefonu nie mieliśmy(na telefon stacjonarny czekaliśmy kilkanaście lat). Ale w pracy owszem telefon był. Nikt  jednak nie zadzwonił do moich rodziców, nie poinformował, co się dzieje.
 Ostatni dzień , ja dalej wyje . Wszyscy się pakują , mój plecak zapakował młodszy brat, który razem ze mną był na tej kolonii.
Dzieci do autokaru, a ja do szpitala…….. Tak, kierownik zawiózł mnie do szpitala w Toruniu. Na izbie stwierdzono, że zostaję . No i zostałam. Sama . Bo kierownik nie mógł ze mną zostać.
O tym jaki zabieg miałam wykonywany i w jakich warunkach  nie będę pisać.
Wyobrażacie sobie taką sytuację ? Moi rodzice czekają na dzieci wracające po trzech tygodniach z kolonii. Z autokaru wysiada tylko mój brat.
Córka została  Toruniu- w szpitalu- usłyszała mama.
No i tak byłam w tym szpitalu tydzień. Przyjechali rodzice. Po zabiegu wszystko musiało się goić…. Trzeba leżeć. Przewiezienie dziecka do Wrocławia niemożliwe!
Kolonie się zwijały , ekipa z zakładu mamy pracy ,porządkowała ośrodek . Zapadła decyzja ,że rodzice wracają, a ja zostaję i wrócę z ekipą autokarem za trzy dni.
 I tak się stało przyjechali po mnie . Jechałam sama tym autokarem, nikogo nie znając ale pamiętam że bardzo chciałam spać żeby się już obudzić w domu.
Po powrocie seria wizyt u lekarzy. Masakra. Ząb nie do odbudowania.
Zdrowy korzeń- na szczęście usłyszała mama. Musimy się zastanowić co z tym zrobić.
Prześwietlenia, studenci. Okaz ze mnie był ze hej!
Taka młoda dziewczynka ,ładna i taki ząb!!!!
Decyzja była – korona z takim mocnym, metalowym wkrętem ,żeby wystarczyło na całe życie . Żeby już nie musiała się męczyć- powiedziała z uśmiechem pani dentystka. No i się zaczęło …..
Zrobiono mi tę koronę. Dopasowano kolor.
I rzeczywiście na całe długie lata. Taki implant z lat 80 ;-)


      Razem z tą gniotsa-niełamiotsa koroną dostałam wówczas ogromny strach przed dentystą. Trauma wielka na całe życie.
Jak sobie pomyślę o tym, że byłam w tej całej sytuacji sama. Nikt nie pomyślał co może się stać ze mną w przyszłości. Jaka będzie moja postawa do wizyt w gabinecie. Kogo to obchodziło.
Do tej pory tak jest ,że idąc do dentysty w głowie szybko przelatuje mi ta historia.
    Tylko teraz czas z tym  coś zrobić. Szukałam informacji o implantach i koronach i znalazłam tę stronę
http://www.tourmedica.pl/kliniki/implanty-zebowe/
Swoją drogą nie są one już tak drogie , jak kilka lat temu.
Moje postanowienie noworoczne z 2014 roku się realizuje cały czas. Spotykam się z dentystką , rozmawiamy i naprawiamy to co przez lata się nie naprawiało.

 Gdyby ta sytuacja zadziała się dziś (ta z kolonii)
 Po pierwsze, pewnie przyjechałaby jakaś telewizja (bo kto zostawia dziecko samo w szpitalu nie powiadamiając rodziców), odpowiedzialność , pozwolenia, ….. zakład pracy, dyskusje, prawa dziecka, kierownik zawieszony…..
No ale lata 80 miały swoje prawa ;-(

Pani Karolino, lubię do Pani przychodzić i siadać na tym pięknym zielonym fotelu.